• Start
  • Zmieniło mnie szczęście w szarych oczach dziecka.

Zmieniło mnie szczęście widoczne w szarych oczach.

Zmieniło mnie szczęście widoczne w szarych oczach.

Odkąd pamiętam ruch był częścią mego życia. Nie, nie chodzi tu o sam fakt poruszania się. Sprawiałem kłopoty mojej mamie ciągłym graniem w piłkę, bieganiem, jeżdżeniem na rowerze. Do liceum poszedłem podobno gorszego. Szalę przeważyło duże boisko i sala gimnastyczna (w tym lepszym właściwie boiska nie było, a sala - szkoda mówić). Potem AWF, taniec, praca nauczyciela wychowania fizycznego, taniec ludowy, współczesny, zawsze wśród młodzieży i dzieci.
W swojej pracy miałem wielokrotnie możliwość obserwowania ludzi niepełnosprawnych uprawiających sport, nawet tańczących. Zastanawiam się. Taniec jest dla mnie okienkiem na świat w którym żyje piękno i dobro i sens i wartości. Może właśnie dlatego patrząc na ludzi jadących na wózkach odzywa się we mnie dźwięk rozpaczy i poczucie nie do końca sprawiedliwie toczącego się życia. Nierzadko mając przed oczami sprawnie poruszające się tanecznymi okręgami pary integracyjne widzę, śmiało i pożądliwie wyginającą swe ciało tancerkę a obok przebranego za macho tancerza na wózku. Odchodzę wtedy na bok, po prostu uciekam od widoku i problemu. Oczywiście, wielu próbuje przekonać mnie że, jestem w błędzie. Staram się ulegać argumentom o szczęściu do którego każdy ma prawo i które każdy rozumie po swojemu. Staram się i rozumiem. Coś jednak nie daje mi spokoju. Jest coś co nie pozwala mojej duszy spokojnie ułożyć się pod mostkiem, tuż obok serca. Image
Był to jeden z tych fajnych dni, ponad rok temu. Siedzieliśmy przy stole. Kawa, ciastka, coś mocniejszego (my instruktorzy tak czasem lubimy). Jagódka (Jagoda Banaś - instruktor i choreograf Dziecięcego Zespołu Folklorystycznego "CEPELIA" z Poznania) tym razem milcząca i spokojna usiadła obok mnie. - Pogadajmy- zaproponowała. Nigdy jej takiej nie widziałem i nie słyszałem. Słowa wylatywały jak ptaki. Emocje nie pozwalały uspokoić rąk i oddechu. Wtedy dowiedziałem się o pracy jakiej się podjęła.
- Siedzę tutaj i cały czas zastanawiam się co zrobię na następnych zajęciach. Jarku, nie wiesz jakie te dzieci są wspaniałe. One tak chcą tańczyć i pamiętają dokładnie każde słowo które powiedziałam. Sama usiadłam na wózek żeby się przekonać jak tym trzeba kierować. Właściwie studiuję co można z nim i na nim zrobić. Jednocześnie tak się boję. Tak bardzo bym chciała żeby, ich marzenia się spełniły. Nie wyobrażasz sobie jak moja młodzież z zespołu pięknie z nimi współpracuje. Kocham ich za to. Bycie nauczycielem może być naprawdę ekscytujące. Nie, oberka to się chyba nie da tak zatańczyć ale poloneza czy kujawiaka na pewno.

Image

Sceptycyzm z jakim wtedy słuchałem tych słów, na tyle był widoczny że, wystarczyło spojrzenie aby odgadnąć moje myśli. Nie próbowałem też ich ukryć.
Mijał czas. Z radością przyjąłem zaproszenie na turniej w Poznaniu. Tam też dowiedziałem się o pokazie tańców polskich w wykonaniu młodych par integracyjnych. Polonez w wykonaniu 100 par, uczestników turnieju w tańcach polskich, zawsze na mnie robi wrażenie. Tym jednak razem pośród dzieci, młodzieży i dorosłych pojawiły się nieduże sylwetki kierujące swymi wózkami. Było w tym coś ważnego. Nie tylko dla nich, ale przede wszystkim dla nas, zdrowych i sprawnych. Pojawił się bowiem - inny człowiek - a my wtedy staliśmy się bardziej ludzcy, prawdziwsi. Kilka minut później te same dzieci zaprezentowały nam kujawiaka. Trzeba było sporo trudu aby opanować wszystkie niezbędne umiejętności. Mimo tremy wszystko się udało. Po zakończeniu prezentacji pary wyjechały na środek do ukłonów. Widownia mocno uderzała w dłonie. Usłyszałem okrzyki - Brawo , brawo. Ujrzałem wtedy szczęście w oczach małej istotki na wózku. Szczęście, którego nie można kupić ani schwytać. ImageWiem, że można je jedynie ofiarować. Wytarłem ukradkiem oczy. To takie niemęskie ocierać łzy, chociażby te inne. Nie te pełne żalu czy złości na świat, ale te, które płyną same. Bo łzy kochają szczęście i potrafią zmieniać ludzi. Mnie jednak już wcześniej zmieniło szczęście widoczne w szarych oczach. Chciałbym, żeby zostało tam na zawsze PS. Nie jestem pewien czy takie relacjonowanie prywatnej rozmowy jest zgodne z etyką dziennikarską. Nie dbam o to. Nie jestem przecież dziennikarzem. Wiem natomiast, że stała się rzecz po raz pierwszy. Może tego dzisiaj nie rozumiemy, ale jest historią. Prawdziwą historią, nie tam jakąś anegdotką, ale zapisem działania, które się dokonało. Powstał pierwszy klub taneczny dla par integracyjnych w tańcach polskich. Proszę Państwa "czapki z głów".