• Start
  • Warmiak nowej generacji.

Warmiak nowej generacji.

Warmiak nowej generacji.


Stary, zielony volkswagen (znany pod przezwiskiem "ogórek"), metalowa brama na kółkach, za nią "dziura" w ścianie, peugeot 207 z porysowanymi drzwiami, na lewo drzwi, na nich kolorowy napis Zespół Pieśni i Tańca WARMIA. Wszystko to znaki świadczące o obecności w siedzibie zespołu dwóch facetów odpowiedzialnych za funkcjonowanie tej tzw. instytucji użyteczności publicznej, tworu absolutnie non profit: Mariusza Krupińskiego i Artura Chwała. Pukać nie ma po co. I tak nikt nie otwiera tam drzwi. Wejście jest permanentnie otwarte, czekające na swoich i gości. Z sąsiedniego pokoju słychać krzyk: - Kto to ? Proszę do nas tu, w lewo. Wewnątrz, porusza się w sposób mało skoordynowany ok. dwudziestu kilku osób. Wszyscy rozmawiają, przenoszą rzeczy. W końcu korytarza stoi grupka "oldgirls" palących papierosy.

- O witamy, jak miło Cię widzieć - słyszę od progu. Wokół atmosfera sympatycznej pracy, (pod warunkiem, że praca może być sympatyczna), uśmiechy, uściski. Znamy się od dawna - jestem wśród przyjaciół.
- A aa... ten wywiad. Jaruś ja nie umiem o sobie mówić, może byśmy dali spokój ?
Nie mogę dać spokoju. Ktoś przecież musi pisać, by czytać mogli inni, aleImage przede wszystkim dowiedzieć się "who is who". Siadam, wyjmuję kajecik, dyktafon. Zapowiadam:
- rozmowa z Mariuszem Krupińskim Dyrektorem Zespołu Pieśni i Tańca WARMIA.
- Panie Mariuszu potrzebuję kartki A3. - Słyszymy głos zza pleców.
- Nie ma.
- To co ja mam zrobić ?
- Odwróć kartkę ze starego kalendarza.
- Aha.
- Mariuszku, może chcecie kawy.
Na razie dziękujemy i siadamy w kąciku pokoju biurowego.

- No widzisz i tak jest zawsze, ale chyba nie umiałbym bez tego żyć. To o czym mówić ? O sobie, nie lubię. Zawsze wolę zabrać się do roboty. Łatwiej jest, jak to mówią świecić przykładem. To może od początku. (Ludziom oddanym swojej pracy wystarczy zadać jedno pytanie, cała reszta pojawia się w jakiś magiczny sposób - myśl autora.) - Do zespołu trafiłem banalnie, przez dziewczynę, nie z miłości do folkloru. Zresztą uważam, że do dziś nieliczni albo nikt, nie przychodzi do Nas z powodu umiłowania tańca ludowego. Trzeba go najpierw poznać, zrozumieć jego sens i rolę naszego rodowodu, a wtedy zrozumienie pojawia się samo. Wracając do tematu. Zaraz po wstąpieniu do zespołu wszystko się zmieniło. Dla małego, jąkającego się mieszkańca olsztyńskiego Zatorza, "Warmia" była szkołą życia, miejscem pełnym przyjaciół, drugim domem. Artystycznie się "wyrobiłem". Chyba byłem niezły. Dosyć szybko zostałem "szóstym" asystentem pani choreograf. Pomagałem głównie dzieciom. Lubię się z nimi wygłupiać, bawić. Najtrudniejszy okres zespół przeszedł gdy odeszła pani Cecylia Rożnowska - poprzednia dyrektorka zespołu. Nikt z jej asystentów nie zdecydował się na podjęcie jej pracy. Część grupy odeszła do Wyższej Szkoły Pedagogicznej i tam utworzyła trzon zespołu "Kłobuki". Trzeba było powstrzymać ten rozpad. Namówiłem swych kolegów do pracy. Zostali. Trudno jest pracować z rówieśnikami. Wtedy Anna Maturzyńska, ówczesna dyrektorka Kolejowego Domu Kultury, ściągnęła mnie do pracy w KDK z lokomotywowni, gdzie od roku pracowałem jako technik, mechanik silników spalinowych. Miałem zostać brygadzistą - zostałem instruktorem. Jeszcze tylko kurs w Lublinie - 16 godzin jazdy raz w miesiącu "expresem wschodu" (ówczesna, potoczna nazwa pośpiesznego pociągu do Lublina), 3 lata sypiania w noclegowni kolejowej,dyplom i tak pracuję do dzisiaj". Nie wiem kim bym był, gdyby nie cały ciąg przypadkowych przecież zdarzeń. Warmii zawdzięczam wszystko. Tu spotkałem swoją niezwykłą żonę, tu śpiewały i tańczyły moje własne dzieciaki. Dziś są dorosłymi ludźmi, a ja już dziadkiem, ale nie emerytem. Jeszcze nie jedno przed Nami.
Życie zespołu toczyło się równolegle do zmian jakie dotykały naszą ojczyznę. I nie było łatwo. W 1990 roku zlikwidowano nasz dom kultury. Wtedy my założyliśmy spółkę usług artystycznych WARMIA. Przez rok utrzymywaliśmy całą działalność domu kultury. Nadeszła następna zmiana przepisów i następna forma działalności. Namówieni przez kolejarzy tworzymy Samodzielny Oddział Fundacji "Semafor". Jednak działalność zarządu fundacji nam nie odpowiada. Dlatego rezygnujemy ze współpracy. Zespół zostaje sam. Zadziwiające, że im jest trudniej, tym bardziej się rozrastamy. Mamy coraz więcej dzieci i młodzieży. Powstaje grupa seniorów. Chcieliśmy pracą pokazać, że jesteśmy potrzebni. Tworzymy Stowarzyszenie Kulturalne Zespół Pieśni i Tańca "WARMIA" w której to formie tkwimy do dzisiaj.
Od dziesięciu lat Warmia jest organizatorem Międzynarodowych Spotkań Folklorystycznych i ogólnopolskiego turnieju tańców polskich. Dopracowaliśmy się swojej publiczności. Cudownej olsztyńskiej publiczności.
- Przez Twoją imprezę miałem do 23.00 dwóch ludzi w Klubie (Przemek - syn Mariusza jest dj`em w nocnym klubie).
- I tak ma być. Yes, yes, yes. (Mariusz żywo unosi rękę zaciśniętą w pięść). Żeby nie Ci moi współpracownicy, to sami byśmy niczego nie zrobili. Widzisz ile pracy i czasu poświęcają dla zespołu. To wspaniali ludzie. Napisz cos o nich. Ja nie umiem mówić, a przecież tyle im się należy. (Staje i krzyczy) Ludzie, lubię Was i dziękuję w imieniu ludzkości!
- Dobra, dobra - nie było tu Józka miał przynieść brakujące zdjęcia ?
- Nie, jeszcze nie przyszedł. Właściwie jestem już zmęczony i potrzebuję odpoczynku. Nigdy nie miałem urlopu czy zwolnienia lekarskiego. Śpiewam, tańczę, gadam, gram, organizuję - pełny serwis. To bardzo męczący sposób na życie. Chciałbym wyjechać sam, chociaż na tydzień .
- Tak , tak po dwóch dniach szukałby sobie jakiejś pracy. Rzucił w przejściu Artur. - Ja go znam. Nie raz tak mówił i nic mu z tego nie wyszło.
- Mam w życiu jeszcze kilka zadań do wykonania i jedno marzenie. Od lat chcemy stworzyć siedzibę zespołu. Miejsce, gdzie każdy czułby się jak w domu. Trochę dom kultury ze schroniskiem młodzieżowym. Dom śpiewu i tańca. Dom dla przyjaciół, miejsce spotkań. Po prostu Dom Warmii. Jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia celu. A marzenie tylko jedno: chciałbym aby ani jedna znana mi osoba, idąc po ulicy naprzeciwko mnie, nie przeszła na drugą stronę. Chciałbym, żeby uścisnęła moją dłoń i z uśmiechem pozdrowiła. Ktoś mógłby pomyśleć, że to niewiele. Dla mnie jednak to jest najważniejsze. Jareczku czas kończyć bo tu roboty huk.

Gdybym nie słuchał Go uważnie przez ponad trzy godziny, tak jak inni sądziłbym, że folklor jest dla Mariusza Krupińskiego życiową pasją, gdy tymczasem jest to tylko lub przede wszystkim metoda i droga, której celem jest życie wśród ludzi i dla ludzi. Stawiając stopy w coraz szybszym i trudniejszym marszu ku trwaniu, wytrwale pokonując coraz to większe odległości, zbliża się do celu, który kiedyś był marzeniem, dzisiaj jest realną możliwością. Mówi o sobie: WARMIAK NOWEJ GENERACJI. I jest to czysta prawda. Od wielu lat prowadzi Zespół Pieśni i Tańca "Warmia" właściwie bezinteresownie. Podporządkował temu całe swoje życie i życie swojej rodziny. Mariusz Krupiński jest instruktorem, choreografem, organizatorem, sędzią tańców polskich, laureatem nagrody Osobowość Roku 2002 miasta Olsztyna i wielu innych ale przede wszystkim dobrym człowiekiem i przyjacielem. Sto lat Mariuszku! Sto lat !

JW