• Start
  • Oko i serce Mistrza Jana.

Oko i serce Mistrza Jana.

Oko i serce Mistrza Jana.

Z Panem Janem, a właściwie z Jasiem znam się odkąd pamiętam. Szybko staram się przekartkować pamięć w poszukiwaniu mocno zarysowanych scen. Pamiętam obraz boiska szkolnego widzianego z okien dużego pokoju i kuchni. Tam, niewysokiego chłopca z kędzierzawą głową. Nieustannie w ruchu, z piłką, albo na rowerze.
Pamiętam nieprzespane noce spędzone na oczekiwaniu porannego śmigusa dyngusa, dziecinne kawały o sprytnym Polaku, Rusku i Niemcu. Pamiętam warszawską wyprawę tramwajową odbytą na stopniach i tzw. cynglach. Pamiętam ….
Nie, nie będę zajmował Was swoimi wspomnieniami.
Zacznę od rodzinnej atmosfery, w której obok cząsteczek tlenu unosiły się dźwięki muzyki i o początkach przygody Jasia z tańcem. Wszystko to działo się wiele lat temu.

Właściwie cała jego rodzina związana była ze sztuką, głównie z muzyką. W archiwum Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie znajduje się jedenaścioro absolwentów tejże Akademii legitymujących się nazwiskiem Łosakiewicz. Najświeższym jej absolwentem jest Olga Łosakiewicz – Marcyniak, urocza i utalentowana wiolonczelistka, córka Jana. Czemu i jego nie spotkał ten los?Image

Prawdopodobnie winę ponosi tu temperament i wyjątkowe zdolności do uprawiania sportu. Mimo wszystko nazwisko zobowiązuje. Łosakiewicz znaczy przecież –sztuka. Małego Jasia mama prowadzi do ogniska baletowego, którego duszą jest ciotka Maria Grodzka (z domu Łosakiewicz). Chociaż talent jest bezdyskusyjny a występy go tylko potwierdzają, Jaś nie przepada za tańcem, jego życiem staje się sport. Na jakiś czas pływanie staje się jego życiową pasją. Sukces goni za sukcesem. Trenerzy pływania upatrują w nim olimpijczyka. Jednak „dzięki Bogu”, matczynej determinacji i perswazji ciotki nie rezygnuje z tańca. W efekcie uzyskuje dyplom ukończenia Ogniska Baletowego, wcześniej przerywa pływanie. W liceum jego życiem staje się siatkówka. Drużyna, w której jest podstawowym zawodnikiem, zdobywa wicemistrzostwo Polski w kategorii juniorów. A niezwykła to drużyna. Prawdziwi, starzy fani siatkówki doskonale znają takich zawodników jak Tomasz Wójtowicz późniejszy złoty medalista olimpijski i mistrz świata – to kolega Jana z drużyny.

Na studia, dzisiejszy Pan Jan udał się z rodzinnego Lublina do Warszawy do Akademii Wychowania Fizycznego. Jeszcze dobrze nie rozpoczął studiów a już znalazł się w Zespole Tańca Ludowego AWF. Okres, w którym był jego członkiem powinien zostać nazwany złotym. Posypały się wyjazdy, festiwale, nagrody dla zespołu i te indywidualne jak np.: dla najlepszej pary solowej uczestniczącej w ogólnopolskim festiwalu studenckich zespołów pieśni i tańca w Sosnowcu (kujawiak w parze z późniejszą żoną Małgosią). Do dzisiaj, choć 99% surferów internetowych nie zdaje sobie z tego sprawy, przygotowując prace dyplomowe dotyczące polskich tańców narodowych ściągają zdjęcie, na którym tancerz wykonuje (wręcz akrobatycznie) tzw. kozły. Szanowni Państwo to właśnie Pan Jan w stroju łowickim (na zdjęciu).Image Potem przychodzą następne sukcesy. Wygrany przez parę: Jana i Małgorzatę Łosakiewiczów, konkurs tańców narodowych w formie towarzyskiej organizowany przez profesora Mariana Wieczystego w Krakowie owocuje występami w reprezentacji Polski na podobnych, międzynarodowych konkursach organizowanych na Węgrzech i wtedy jeszcze w Związku Radzieckim. Od tego czasu jego zawodowe życie taneczne rusza z kopyta. Jan Łosakiewicz zostaje najbliższym współpracownikiem legendy tańca w Polsce Pani Danuty Horn, pracownikiem tzw. COMUK-u - głównego urzędu zajmującego się krzewieniem amatorskiej kultury w Polsce. Teraz jako organizatora niezliczonej ilości ogólnopolskich warsztatów tanecznych, członka komisji artystycznych, komisji egzaminacyjnych z ramienia Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz wykładowcy na kursach dla instruktorów tańca poznaje go cała Polska. Staje się kluczową osobistością tańca amatorskiego. Szybko zostaje członkiem Rady Ekspertów ds. Folkloru Ministerstwa Kultury i Sztuki. Wspólnie z dr Czesławem Sroką i dr Ryszardem Teperkiem z sukcesem podejmuje się niezwykłej pracy opracowania materiałów video do systematyki kroków i figur polskich tańców narodowych. Do dnia dzisiejszego najlepszego i najrzetelniejszego materiału dot. polskich tańców narodowych.

Ktoś mógłby powiedzieć: być tancerzem, znawcą, ekspertem to nie wszystko. Trzeba jeszcze umieć wykonać pracę u podstaw, tę najważniejszą, weryfikującą najlepszych, najtrudniejszą. Samemu stanąć przed zadaniem tworzenia i prowadzenia amatorskiego zespołu tanecznego. Wielu zawodowców połamało na tym swoje zęby. Z inicjatywy ówczesnego kierownika Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Warszawskiego „Warszawianka” P. Krystyny Stańczak-Pałygi Jan Łosakiewicz podejmuje pracę choreografa i kierownika artystycznego zespołu. W ciągu kilku lat współpracując z nieodłączną towarzyszką swej artystycznej drogi, żoną (Małgorzatą Łosakiewicz) z niewielkiego i skromnego zespołu tworzy najpiękniejszą i zarazem najcenniejszą perłę w swoim dorobku artystycznym i pedagogicznym. ZPiT UW „Warszawianka” staje się chlubą i reprezentacją polskiej sztuki tanecznej, ambasadorem kultury narodowej. W ciągu ostatnich dwudziestu lat zespół odwiedził prawie wszystkie kontynenty. Ich obecności oczekuje wielu organizatorów festiwali na całym świecie. Choreografie i realizacje sceniczne zachwycają wirtuozerią, smakiem i profesjonalizmem.
W latach dziewięćdziesiątych Jan Łosakiewicz jest jednym z założycieli Stowarzyszenia Polskiej Sekcji Międzynarodowej Rady Stowarzyszeń Festiwali Folklorystycznych i Sztuki Ludowej. Zostaje jej wiceprezydentem. W tym samym czasie wespół z przyjaciółmi organizuje ruch tańców narodowych w formie towarzyskiej, gdzie w dwunastu rocznie organizowanych ogólnopolskich turniejach swe umiejętności prezentują setki par dzieci, młodzieży i dorosłych. Jest współautorem materiałów metodycznych dotyczących mazura jego kroków i figur, twórcą programów nauczania tańca m.in. „Animatora Tańca w Szkole” kursu dla nauczycieli i instruktorów tańca. Jego działalność zawodowa nie ogranicza się tylko do pracy w środowisku artystów amatorów. Jako choreograf współpracuje w realizacji spektakli teatralnych, a jako reżyser przygotowuje plenerowe koncerty symfoniczne oraz spektakle otwarcia i zamknięcia festiwali artystycznych.

Dokonania i sukcesy Jana Łosakiewicza z pewnością wystarczyłyby na niejedno życie artystyczne. Czy zatem wystarcza mu czasu na życie prywatne? Jakim jest człowiekiem poza sceną?

Po pierwsze potrafi kochać.
Jego oczkiem w głowie jest rodzina: żona Małgosia, córka Olga i zajmująca szczególne miejsce w jego sercu, wnuczka Antosia. Gdy niedawno zapytałem jak też czuje się w roli dziadka odpowiedział: nie wiesz, jakie to cudowne uczucie, gdy otwierasz drzwi do domu, a tam na czworaczkach człapie do ciebie małe stworzonko, unosi wielkie okrągłe oczka i mówi dzia-dzia. Podnoszę ją do góry i przyciskam do siebie jak największy skarb. Zrozumiesz, jak sam zostaniesz dziadkiem. Myślę, że nie ma takiej rzeczy na świecie, której nie zaryzykowałby Jan dla swej rodziny.

Po drugie ceni przyjaźń.
Jego przyjaciele wiedzą, że mogą na niego liczyć, zarówno w sytuacjach błahych, jak i w tych, które wymagają poświecenia i wytrwałości. W rozmowie z jednym z nich poprosiłem o słowo na jego temat.
- W jednym zdaniu to trudne. Ale wiem, że czasem obawiam się powiedzieć mu o swoich kłopotach, bo spodziewam się natychmiastowej pomocy, a czasami chodzi tylko o to, by pogadać.

Janek odmiennie od większości pojmuje przyjaźń. Odmiennie nie znaczy źle a raczej silniej, bardziej odpowiedzialnie. Jego przyjaźnie trwają wiecznie. Nigdy nie odwraca się do przyjaciół plecami i zawsze o nich pamięta. Według Janka, żeby być czyimś przyjacielem trzeba być lojalnym i odpowiedzialnym. Uważa, że przyjaciele zasługują na szczerość i prawdę. Na nieszczęście różnie i nie zawsze pozytywnie reagujemy na słowa krytyki a w większości zajmujemy się dziedziną, w której Jan jest ekspertem. W dodatku wbrew rozsądkowi, nie zawsze chcemy poznać tę prawdziwą prawdę. A szkoda, ponieważ nigdy nie ma w niej złej woli a jedynie chęć pomocy.

Szczególną formą przyjaźni Jan obdarowuje swoich nauczycieli. Jest pełna szacunku, ale nigdy uniżona, zawsze otwarta i tolerancyjna. Od zawsze był zdania, że o wielkości nauczycieli świadczą ich uczniowie. Chwała zatem jego profesorom i wychowawcom.

Po trzecie uwielbia swoich uczniów i wychowanków.

Image

W Polsce jest ich tysiące. Przez ponad dwadzieścia lat nieprzerwanej pracy, praktycznie każdy absolwent kursu instruktorskiego z dziedziny tańca, miał z nim do czynienia. Setki byłych i aktualnych tancerek i tancerzy własnego zespołu i wielu innych z którymi pracował nad „stawianymi” przez siebie choreografiami, wszyscy oni mogą tytułować się jego uczniami. Zna ich nazwiska, taneczną drogę i problemy, z jakimi borykają się w prywatnym życiu.

To niewiarygodne i imponujące zarazem. Niewiele osób wie, ile dumy ze swojej młodzieży żyje w jego relacjach po zakończonych obozach artystycznych. Ile radości dają mu udane choreografie egzaminacyjne wychowanków. Ile szczęśliwych łez popłynęło w czasie oglądania i podziwiania turniejowych prezentacji swoich podopiecznych.

Po następne, mimo totalnego braku czasu posiada hobby.

Jest żeglarzem. Od ponad 30 lat spędza swój urlop na Mazurach i zna je jak własną kieszeń. Wielu przyjaciół miało okazję przekonać się o tym, bo Janek kocha gości na pokładzie swojego jachtu. Na emeryturze planuje trzymiesięczne wakacje pod żaglami. A chociaż zwiedził już kawał świata uważa, że Mazury to jedno z jego najpiękniejszych miejsc.

Każdy posiada jakiś talent. Aby go odnaleźć nie zawsze wystarczy analiza mocnych stron. Bywa, że leży cichutko, nieużywany w zakamarkach naszego ego. Bywa również, że na naszej drodze staje ktoś, kto potrafi wydobyć to co w nas najlepsze, a potem właściwie to rozwijać i pielęgnować. Wtedy my, pod jego okiem dotykamy rzeczy i spraw dotychczas dla nas niedostępnych i nieznanych. Odkrywamy siebie od nowa. Zyskujemy nową i bardziej niż dotąd atrakcyjną tożsamość. Po prostu zmieniamy swoje życie.

Grube kłody cennego drewna leżą równiutko ułożone w sztaple pod prowizorycznym daszkiem na podwórzu pracowni lutniczej. Wprawne oko mistrza Jana dokładnie bada budowę każdego klocka, by wybrać ten, z którego powstanie jego nowe dzieło. Dzisiejszy, tęgi i pozbawiony subtelności kawał drewna otrzymał od losu nagrodę. Za jakiś czas stanie się instrumentem.

JW