• Start
  • Miłość do Dyrektora

Miłość do Dyrektora

Miłość do Dyrektora.

Po studiach jeszcze przez kilka lat tańczy w Zespole Tańca Ludowego warszawskiego AWF-u. W 1976 roku otrzymuje od swojego choreografa propozycję (a otrzymali ją jedynie wybrańcy) wystartowania w turnieju tańca narodowego w formie towarzyskiej organizowanego w Krakowie przez Polskie Towarzystwo Taneczne z inicjatywy prof. Mariana Wieczystego.
(TAK WŁAŚNIE SKROMNIE I NIEPOZORNIE MOŻE ZACZĄĆ SIĘ HISTORIA!)

Przygotowania do turnieju trwają kilka miesięcy. Dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu szlif i styl tańcom Danuty i Jarka nadaje wielka gwiazda polskiego tańca narodowego p. prof. Hanna Chojnacka. Musicie przyznać, że tylko dla samej tej wzmianki warto było zainteresować się krakowskim turniejem. W samym Krakowie nie było już tak dobrze bo dopiero 3 miejsce. Pierwsze zajmuje para Jan Łosakiewicz i Małgorzata Stańczak - też z AWF-u.
Życie mimo rzekomego sukcesu toczy się dalej.

DYGRESJA – wygląd zewnętrzny.
Niewysoka, raczej blondynka (choć kategoryzowanie kobiet pod względem koloru włosów w naszych realiach jest niedorzecznością) o szarych oczach i ujmującym uśmiechu. Chód, zdradza świadomość urody, zawsze wybiegał naprzeciw poszukującym atrakcji męskim źrenicom. Moda nieprzerwanie ma i miała wpływ na jej ubiór. Nie należy jednak mieszać tej wrażliwości z kategorycznym przywiązaniem do aktualnych trendów. Jest modna nie bezkrytycznie, ma w sobie coś eleganckiego i artystycznego zarazem.

PANI DANUTA IDZIE DO PRACY.
Danuta Wojciechowska, bo o niej jest ta opowieść, podejmuje swoją pierwszą pracę w Zarządzie Głównym Zrzeszenia Sportowego „START” gdzie zajmuje się (zgodnie ze swym wykształceniem) sportem kwalifikowanym i amatorskim. Ten etap nie trwa długo. Po krótkim ale intensywnym namyśle rzuca dotychczas wykonywaną pracę i kieruje swoje kroki prosto do warszawskiej nowej dzielnicy a ściśle do Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego „URSYNÓW”, spółdzielni zabudowującej znaczący kawał południowej części Warszawy.

DYGRESJA – O standardach w myśleniu.

Wielu absolwentów warszawskiej AWF, członków akademickiego zespołu tańca ludowego po zdanym egzaminie końcowym specjalizacji z tańca zastanawiało się nad założeniem własnej grupy tanecznej. Trzeba zauważyć, że nawet w latach 70-tych taniec ludowy nie budził wielkiego zainteresowania młodzieży. Szczególnie w wielkich aglomeracjach, a do tych właśnie należy Warszawa. Sporadycznie dokonywane próby nierzadko kończyły się fiaskiem. Jednak nie tym razem …….

Propozycja stworzenia dziecięco-młodzieżowego zespołu tańca ludowego spotkała się tu z aprobatą. Młoda pani instruktor została zatrudniona jako instruktor społeczno-wychowawczy, kierownik Zespołu Tańca Ludowego później zwanego „JAROMIRAMI”.

DYGRESJA – związki rodzinno - kulturalne
Co by nie mówić Pani Danuta z kulturą i tańcem związana była od zawsze:

- jako dziecko - w rodzinnym Włocławku przez 5 lat pobiera naukę tańca w tamtejszym ognisku baletowym. Swoją miłość do pląsania konwertuje na sport dla tancerek czyli gimnastykę artystyczną. (Uwieńczeniem tego przeobrażenia będzie dyplom trenera II klasy w gimnastyce artystycznej).

- jako matka dwóch córek – absorbujących bądź to grą na skrzypcach bądź też tańcem współczesnym i indyjską klasyką,
- i jako żona - wciąż poszukującego swej indywidualnej drogi artystycznej męża.

Jak już wspomniałem w 1978 roku zakłada Zespół Tańca Ludowego „JAROMIRY” Ten etap jej działalności trwa do 1999 roku. W tym okresie uzyskuje kilka medali i odznaczeń oraz najwyższy stopień instruktorski tzw. klasę „S”. Jej podopieczni zdobywają wiele nagród i trofeów w przeglądach i festiwalach amatorskiej twórczości artystycznej. Jest dyrektorem i choreografem liczącego się w Polsce młodzieżowego zespołu tanecznego. Jak zwykle w tej profesji najwięcej problemów dostarczają jej coroczne, zagraniczne wyjazdy artystyczne. Wizy, zezwolenia i paszporty to niekończąca się gehenna. Mimo intensywnej pracy regularnie uczestniczy w ogólnopolskich warsztatach tanecznych i folklorystycznych. Dzięki nim poznaje wybitnych pedagogów i choreografów pracujących z zespołami pieśni i tańca.
Nie zarzuca też własnej pracy artystycznej. Jako tancerka jest uczestnikiem projektów artystycznych. Współpracuje z takimi artystami warszawskich scen jak Mieczysław Gajda, Maciej Damięcki. Prowadzi zajęcia dla modelek i przygotowuje choreografie do pokazów „Mody Polskiej”. Ma też swój epizod związany z projektem spektaklu „Metro”. Przygotowuje do castingu Roberta Janowskiego.
Jako choreograf nawiązuje współpracę z Telewizją Polską. Wspomaga artystycznie małą jeszcze wtedy gwiazdę dziecięcej piosenki Marysię Sadowską. Prowadzi zajęcia na kursach instruktorskich w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki. Z „Jaromirami’ na potrzeby telewizji realizuje spektakl śpiewno - taneczny, dziecięcą wersję starowarszawskich pląsów i śpiewów. Na koniec nagrywa prześliczną płytę z dziewiętnasto i dwudziestowiecznymi piosenkami starej Warszawy.
UFFFFF……..

DYGRESJA – charakterek.
Myślę, że nie potrafi marzyć. W konsekwencji wszystko o czym myśli jest dla niej do zrobienia. Nie boi się wyzwań i ryzyka. Jak sama mówi – mocno stąpa po ziemi. Potrafi być słodka jak miód, ale i piołun gorzki znajduje się w arsenale dostępnej broni.
Jako mama umie zatruć życie opiekuńczością i chęcią prostowania krętych dróg. Kocha jak „Ojciec Goriot” nie licząc się z konsekwencjami i śladami zadrapań na sercu.
Wie, co to poświęcenie. Umie także kazać dać sobie spokój z powodu oglądanego programu politycznego.

Szybko zmieniające się realia gospodarcze w ówczesnej Polsce deformują obraz kultury, szczególnie tej amatorskiej. Próbą podreperowania egzystencji zespołu jest start Danuty Wojciechowskiej w wyborach do Rady Gminy Ursynów. I o ile udaje się do niej dostać (do Rady Gminy) o tyle nawet stanowisko v-ce przewodniczącej komisji kultury nie zmienia na lepsze bytu zespołu. W 1999 roku Zespół Tańca Ludowego „JAROMIRY” zaprzestaje swojej działalności. Oprócz historii i obrazów zapisanych w ludzkiej pamięci po „JAROMIRACH” pozostał jeden istotny ślad towarzyszący turniejom tańców polskich. Jest nim muzyka mazura tańczonego przez pary turniejowe. Mazur otrzymał na płycie imię „Jaromir” i jest podarunkiem od Pani Danuty.

Cofnijmy się jeszcze do roku 1997. Roku pierwszego turnieju tańca narodowego w formie towarzyskiej „Ursynowska Róża”. W tym nowym zjawisku na kulturalnej mapie Warszawy ma również swój udział Pani Danuta. Na konkursowym parkiecie prowadzone przez nią pary w tym i w trzech następnych edycjach ursynowskiego turnieju zdobywają tytuły i nagrody. A gdy za kilka lat podejmie pracę na stanowisku naczelnika w urzędzie gminy Warszawa Wilanów dzięki jej aktywności jeszcze przez kilka następnych lat wypromowany przez nią Królewski Turniej Tańców Polskich będzie gościł tancerzy i tancerki tańca narodowego z całej Polski.

W dniu dzisiejszym Danuta Wojciechowska jest od 6 lat dyrektorem świetnie działającego Miejskiego Ośrodka Kultury w Józefowie. Dwa lata temu zakończyła studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim z zarządzania kulturą. Jest stałym uczestnikiem kongresów i sympozjów kultury (sama jest organizatorem Ogólnopolskiego Forum Kultury).
W dalszym ciągu pracuje na rzecz tańca polskiego. Od dwóch lat pełni funkcję Przewodniczącej Kolegium Sędziowskiego Komisji ds. Tańców Polskich Polskiej Sekcji CIOFF. Czasami możecie ją spotkać sędziującą na turniejach tańców polskich. Niedawno temu w MOK-u w Józefowie powstała grupa tańca ludowego. Z jej składu dwie pary już pojawiają się na turniejach. Życzymy im sukcesów i szczęścia w rywalizacji.

DYGRESJA – podsumowująca.
Zawarte w tej opowieści wątki z życia naszej bohaterki opisują tylko niewielką cząstkę jej wieloletniej działalności.

EPILOG

My, w większości spragnieni wielkości, zaszczytów i sukcesów w swoim myśleniu o działalności artystycznej nie zawsze pamiętamy o fundamentach na których opierają się nasze artystyczne wzloty i towarzyszące im marzenia. Prawda zaś przycupnęła cichutko za drzwiami. Usłyszymy ją tylko wtedy, gdy sami zechcemy głośno zapytać a wtedy zrozumiemy, że: właśnie dzięki takim bohaterom konsekwentnej i rozważnej pracy dla kultury, mamy szansę na pożądaną przez nas i przecież niezwykłą pracę nad tworzeniem nowych, wrażliwych, ciekawych życia i swojej historii, najlepszych z ludzi – ludzi kochających piękno.

KOCHAJCIE więc, (tak jak ja) do cholery - swoich DYREKTORÓW !