Bez Was, nie byłoby nas

Bez Was, nie byłoby nas.

monologu Krzysztofa Szyszko słuchał Jarosław Wojciechowski.

- Moje życie zawsze było pełne marzeń i chęci ich realizacji. Pytanie o motto mojego życia. Hmm .... Nie wiem czy na tym jego etapie jestem dostatecznie dobrze przygotowany do odpowiedzi. Dzisiaj na dzień a właściwie noc przed jubileuszem myślę że, najbardziej ze wszystkich rzeczy na świecie chcę coś po sobie zostawić. Coś, co świadczyłoby o tym kim jestem i do czego dążę. Być może jest to bardzo samolubne pragnienie, a być może to dzień jubileuszu tak nostalgicznie nastraja.

- Mam mówić o sobie - a kto to będzie chciał przeczytać ? OK. OK.
- Jako chłopak zawsze byłem nie duży i nigdy chudy. Lubiłem biegać. W szkole podstawowej gdy prześcignąłem najszybszego z kolegów zainteresował się mną trener i nauczyciel lekkiej atletyki. Chyba nie byłem zły. Dużo też ćwiczyłem. Na studia do Białej Podlaskiej trafiłem z myślą o kontynuacji zainteresowań. Traf jednak chciał że, zostałem zaproszony przez mego późniejszego nauczyciela Mariana Rzędzickiego do pracy z ZPiT PODLASIE pracującego w Bialsko Podlaskiej uczelni. Skończyłem z bieganiem i zająłem się tańcem. Teraz chciałem go uczyć. Skończyłem specjalizację. Wszyscy staraliśmy się poznać jak najwięcej. Moim guru z tego czasu była i pozostała Pani Emma Cieślińska. Dzięki niej szczególnie polubiliśmy folklor i polskie tańce narodowe. Po uczelni trafiłem do szkół gdzie jak na zamówienie otrzymałem z kolegą polecenie realizacji lekcji tanecznych. Chwilę po tym przygotowaliśmy polkę warszawską i .... ruszyła maszyna po szynach. ImageTak to zostałem zatrudniony do pracy stałej. Wszyscy wzięliśmy się do roboty. Dzieci z braku sali w środku tygodnia mogły ćwiczyć jedynie w soboty i niedziele. O godzinie 20.00 korytarze szkolne zapełnione były dziećmi ćwiczącymi kroki posuwiste i podstawowe mazura. Tak właśnie powstało "Małe Podlasie". Zespół stał się ważniejszy niż wszystko. Następnym etapem było harcerstwo. Podobał się nam pomysł ubrania się w mundury harcerskie. Wtedy też trafiła do nas Ela Sielicka, została naszą drużynową. Do dzisiaj oficjalna nazwa zespołu brzmi: Zespół Pieśni i Tańca "Małe Podlasie" 50 harcerska drużyna taneczna. Dzięki paramilitarnej formie organizacji wiele w zespole się zmieniło. Ja zostałem już chyba na całe życie druhem Krzysiem. I tak jest do dzisiaj. - Nie pamiętam swojego zorganizowanego urlopu. Chyba nigdy go nie miałem. Odpoczynek dla mnie to samotność we własnym domu. Ale tego nie żałuję. Jedyne co czasami zaprząta moją skołataną głowę to chyba brak rodziny. Chciałbym mieć syna - .......... albo córkę.
- Nie, nie namawiam nikogo do prowadzenia takiego życia jak moje. Jest ciężkie i potrafi czasem działać jak wino. Upaja i każe zapominać o dniu powszednim, a życie nie składa się z samych świąt. Zaczynam poetyzować, to syndrom jubileuszu, zapewne.
- Tak, jest taka rzecz która mnie martwi. Były pośród nas dzieci które potrzebowały naszego wsparcia - nie tego finansowego ale ludzkiego, społecznego. Póki były z nami zawsze jakoś udawało się zapanować nad rozterkami i emocjami. Niektóre z nich wybrały jednak drogę samotną, niewłaściwą i niemądrą. Właśnie tego mi szkoda.
- Ludzie, bycie radnym nie jest żadną pomocą w prowadzeniu takiej działalności jak nasza. Wręcz trudniej jest prosić o pieniądze. Z tego miejsca lepiej jest widać najpilniejsze ludzkie potrzeby.
- Moje hobby zamknięte jest w czterech ścianach. Pasjami czytam książki. Szczególnie te historyczne. Moje ulubione epoki to starożytność i średniowiecze. Właśnie teraz jestem na etapie "Belizariusza" Roberta Greyvsa". Moi przyjaciele zawsze pamiętają o tej mojej słabości. Zawsze mam coś do czytania. Panie w księgarni zostawiają mi najciekawsze propozycje na specjalnej półce. Prędzej czy później zawsze mnie znajdują.
- Najmilsza sercu jest ballada. Bardzo lubię rosyjskich bardów: Wysockiego, Okudżawę, Biczewską. Nie gardzę też rock & roll`em (zapewne z powodu tańca). Jazz to dla mnie tylko dixieland.
- Tuż przed jubileuszem XV - lecia zespołu Ewa biegła na próbę. Na przejściu dla pieszych została potrącona przez samochód. Lekarz, który pierwszy dotarł na miejsce wypadku opatrując nogi usłyszał od niej jedno pytanie: panie doktorze czy ja jeszcze będę tańczyć ? O kulach dotarła na jubileusz. Siedziała w pierwszym rzędzie. Na zakończenie wszyscy śpiewaliśmy taką harcerska piosenką:
Jak zwyciężyć zły los w trudnych chwilach ?
W którą stronę do kogo się zwrócić ?
Jak z otwartym sercem do ludzi iść pocieszyć, nikogo nie smucić ? I wtedy Emilka podeszła do niej , pomogła podnieść się z krzesła. Poprowadziła do zespołu i Ewa zaśpiewała razem z nami. (Krzysiek ukradkiem dłonią ociera sobie łzę). To jest istota tej pracy, mojej pracy.
- Kiedyś za granicą , koncertów i występów co nie miara. Chorowaliśmy na chorobę zwaną kompletnym brakiem czasu. Tuż przed odjazdem wstąpiliśmy do marketu, aby dzieci mogły kupić sobie jakieś pamiątki z podróży. O umówionym czasie zapakowaliśmy się do autobusu i ruszyliśmy z kopyta. Po 15 minutach zorientowałem się że, nie ma jednego dziecka. Natychmiast zawróciliśmy. Nerwowe chwile. Dojeżdżamy do sklepu a tam, na miejscu byłego postoju autobusu spokojnie czeka nasza zguba. - Nie bałaś się - zapytałem, a ona mi na to - ani trochę przecież wiedziałam że druh mnie nie zostawi i zaraz przyjedzie.
- Właściwie nie zapytałeś o jubileusz i przygotowania do koncertu, a ja nie mogę zostawić tego tematu bez echa. Jubileusze zwykle stawiają niektóre osoby na specjalne, bardziej eksponowane miejsca. Dzisiaj na tym podwyższeniu postawiono mnie i Elę. Ale tu obok nas jest miejsce dla każdego z Was. Moi Drodzy, dziękuję wszystkim za pomoc i Waszą codzienną nieocenioną pracę. Za Wasz czas i chęć współpracy. Bez Was bowiem nie byłoby atmosfery ciepła i radości z naszego spotkania, spotkania nie tylko dobrych ludzi ale i przyjaciół. Nie byłoby wielu niezapomnianych chwil dla których warto jest żyć. Bez Was po prostu nie byłoby Nas.